poniedziałek, 23 grudnia 2013

Muzyka na święta

Święta już tuż, tuż, lecz jak zaraz się przekonacie w ich klimat jesteśmy wprowadzani niemal od połowy listopada. Ustrojone galerie, a przede wszystkim świąteczne przeboje dobiegające do nas z każdego radia przypominają nam o tym co już niebawem będzie miało miejsce. Postanowiłam się przyjrzeć jednej ze świątecznych płyt duetu She&Him, który wziął na swój warsztat utwory takich muzyków jak Elvis Presley czy Frank Sinatra, zatem jeśli nie wiecie czego posłuchać w domowym zaciszu i uciec od tej codziennej bieganiny ja mam dla Was propozycję. Mimo, że dla mnie ta płyta wydała się 'zbyt ostrożna' to naprawdę warto jej posłuchać i stwierdzić samemu czy się podoba czy nie. Nie jest to oczywiście krążek, którego będziecie słuchać codziennie - ale raz na pewno można.

____________________________________________________________________________________

She&Him to duet tworzony przez Zooey Deschanel oraz M. Warda. Na swoim koncie mają 3 autorskie studyjne albumy oraz jeden, zawierający świąteczne przeboje takich muzyków jak Frank Sinatra czy Elvis Presley. W 2011 roku dokładnie 24 października światło dzienne ujrzała ich specjalna płyta z coverami wszelkich świątecznych utworów. Pod nazwą A Very She & Him Christmas kryło się 12 kawałków. Przyjrzyjmy się im.

Krążek otwiera kompozycja The Christmas Waltz wspominanego Franka Sinatry. Jak sam tytuł wskazuje jest to idealny utwór do tańca – spokojny, delikatny. Wersja, której się przyglądam nieco odbiega od oryginału, jednak nadal zachowuje w sobie ten niepowtarzalny klimat. She&Him bardzo minimalistycznie ją potraktowali – nie ma chórków, warstwa muzyczna jest bardzo ograniczona, bo do jego wykonania potrzebowali zaledwie gitary oraz uroczego głosu Zooey. W Christmas Day także nie szarżują instrumentami, a całość wydaje się nieco chłodniejsza od wersji Briana Wilsona. Pojawiają się delikatne chórki, jednak wszystko jest utrzymane w zimnej akustycznej stylistyce. Have Yourself a Merry Little Christmas to kolejna urocza ballada rodem z amerykańskiego filmu. She&Him znów tak jak i w utworze otwierającym ten krążek nie zaprzątają sobie i nam głów zbędnymi dodatkami, a znów stawiają na minimum – Zooey delikatnie balansuje głosem po pobrzękującej gitarze. I’ll Be Home for Christmas także czaruje skromną szatą, a chwilami przypomina jam session w jednej z amerykańskich knajp. Momentami dźwięki z gitary wydobywają się jakby od niechcenia i leniwie przeplatają się z przepięknymi frazami.



Christmas Wish zaskakuje nas nie tylko dlatego, że słyszymy z nim męską część duetu, ale nareszcie mamy tu wyraźnie zarysowaną melodię. Subtelne chórki dopełniają kompozycję, pojawia się także delikatna perkusja, a ja mogę dodać tyle, że to od początku to pierwszy utwór, który zostanie w mojej głowie na dłużej. Nie chcąc, ale musząc iść dalej natykamy się na Sleigh Ride. Znów zostajemy zaskoczeni bo kawałek ten nabiera niezłego tempa i wyrywa nas z letargu, w który mogliśmy dotychczas wpaść. Rockin’ Around the Christmas Tree to chyba z pośród tych, które się tutaj pojawiły najbardziej wam znana propozycja. Brenda Lee ma w głosie cos takiego, czego nie da się podrobić, dlatego She&Him nie próbując jej naśladować zrobili to po prostu po swojemu. Są klawisze, fajny rytm i solówka – nareszcie coś się zaczyna dziać, miejmy nadzieję, ze będzie tak do końca. Silver Bells w oryginale jest bardzo spokojne, a gdy Zooey i kolega zrobią to co robili na początku, czyli spowolnią ją jeszcze będzie to.. po prostu nudne. Ich interpretacje często bywają po prostu za ostrożne. Tu gdzie jest pole manewru i mogliby dołożyć coś od siebie – po prostu tego nie wykorzystują. Minimalizm jest uroczy, ale czasem bywa i irytujący.



Baby It’s Cold Outside to muzyczna rozmowa dwóch osób, zatem i tutaj wokalnie duet udziela się w całości. Mamy fajny bas, głosy fajnie się przenikają, a maniera głosu Zooey nieźle się tutaj wpasowuje – całość znów ma swój koloryt. Blue Christmas to znów klimat pierwszych nagrań. Little Saint Nick to ponownie zmiana tempa, fajna akustyczna gitara i chórki. Całość zamyka The Christmas Song, czyli to co już mieliśmy – subtelny wokal, leniwa gitara, czyli She&Him w czterech słowach.
Tak jak już wspominałam – jest to dobra płyta, aby na chwilę się zatrzymać, usiąść i w ciszy delektować się każdym jednym dźwiękiem jaki proponuje nam ten duet. Ostrzegam jednak, że ta lekkość, delikatność i wszelka oszczędność może okazać się chwilami irytująca. Mimo to, She&Him dodali do klasycznych utworów cząstkę siebie i naprawdę warto zapoznać się z tym wydawnictwem, a później samemu postawić odpowiednią ocenę.

Recenzja dostępna również TUTAJ.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.